K jak Koyasan

Czas opisać kolejny dzień wędrówki po Japonii. Po relaksie w Kinosaki przyszedł czas na Koyasan i doznania duchowe.
Długo się zastanawiałam czy warto poświęcić 1 dzień (10% czasu) na odwiedziny małej miejscowości która słynie „jedynie” z wielu świątyń, których ponoć pod dostatkiem ma być jeszcze w Kyoto i Tokio. A przecież Japonia to nie tylko świątynie, więc może lepiej poszukać innej atrakcji?
W końcu zapadła decyzja: jedziemy bo nigdy wcześniej nie spaliśmy w świątyni.

Patrząc na dojazd do tej miejscowości na pierwszy rzut oka wydaje się skomplikowany. Ale nie w Japonii! Wszystko jest idealnie synchronizowane i nie da się zgubić i wcale nie zajmuje wiele czasu (około 3 godzin). Może jednak ze względu na dojazd jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Japonii nie jest zbyt często odwiedzane przez turystów. A zwiedzić je trzeba koniecznie. Dla mnie to zdecydowanie jedno z najciekawszych miejsc które odwiedziliśmy.

Z dworca Shin – Osaka (peronu 1) pociągiem w kierunku Wakayama pojechaliśmy do Shin – Imaniya. Tuż przed wejściem na peron są kasy linii Nankai. Niestety JR PASS nie obowiązuje na tą podróż. Kupiliśmy więc Koyasan World Heritage Ticket – 2780YEN – ważny 2 dni (płatność tylko gotówką). Z Shin – Imaniya do końcowej stacji Gokurakubashi, tu przesiadka do kolejki szynowo-linowej i szybki (5 min.) wjazd na szczyt. Widoki z okien są piękne.

Na koniec jeszcze przejazd autobusem i już byliśmy na miejscu.

Koyasan czyli góra Koya, jest płaskowyżem na wysokości 900 m n.p.m. Cała miejscowość jest związana z buddyzmem, znajduje się w niej ogrom świątyń. Z 3.500 tysiąca mieszkańców 1000 to mnisi.
Do wszystkich głównych świątyń wstęp jest płatny (zniżki dla posiadaczy Koyasan World Heritage Ticket).

Na nocleg wybraliśmy Shukubo Koya-san Eko-in Temple.

Tysiącletnia buddyjska świątynia z genialną lokalizacją oferuje zakwaterowanie w stylu japońskim, piękny ogród. Goście mogą uczestniczyć w porannych nabożeństwach buddyjskich, w ceremonii rytuału ognia Goma (dosyć wcześnie bo o 6 rano ale warto).

Wydawało mi się że popołudnie wystarczy na zwiedzenie kilku świątyń, spacer po cmentarzu. Na początek wybraliśmy się na spacer do Okunoin – cmentarz z ponad 200.000 nagrobków, położonych w przepięknym otoczeniu wśród kilkusetletnich cedrów. Cmentarz jest niezwykły, niepowtarzalny, prawie każdy pomnik jest inny.


Wśród nagrobków jest wiele poświęconych dzieciom nienarodzonym lub umarłym w wieku niemowlęcym – te są ubrane w trójkątne chustki, przypominające śliniaczki.

W samym Okunoin spędziliśmy dobrych kilka godzin, przechadzając się wśród zacienionych alejek, w których jest przyjemnie chłodno a śpiew ptaków nieustający nawet na moment. I na zwiedzanie świątyń nie wystarczyło czasu.
Wróciliśmy więc do „naszej” świątyni na kolację składająca się z dań buddyjskich kuchni wegetariańskiej. Jeśli ktoś jest głodny to pewnie trzeba będzie wyskoczyć jeszcze do sklepiku za rogiem.

O 6:00 rano udaliśmy się na poranną modlitwę która trwała pół godziny. Ciekawa przez pierwsze 10 minut. Kolejne 20 minut niczym się nie różniło od pierwszych 10 minut.

Po pierwszej modlitwie przeszliśmy do innego pomieszczenia świątyni gdzie odbyła się modlitwa ognia. Zdecydowanie bardziej widowiskowa, jak dla nas, osób totalnie nie rozumiejących co się dzieje.

Według planu po śniadaniu mieliśmy ruszyć w kierunku Kyoto, ale oczywiście zostaliśmy. Wybraliśmy się ponownie na spacer cmentarzem obierając za cel świątynię latarni – Toro-do. Jedna z najpiękniejszych świątyń jakie widzieliśmy. Ilość latarni jest imponująca. Zastanawialiśmy się jak to wyglądało zanim wynaleziono elektryczność.

Tuż obok świątyni latarni znajduje się mauzoleum wielkiego nauczyciela buddyzmu w Japonii, mistrza Kukai, zwanego pośmiertnie Kobo-Daishi. Był wielkim nauczycielem buddyzmu – założył sektę shingon, ale też reformatorem pisma – twórcą sylabariusza kana, znacznie upraszczającego skomplikowany język chiński. O znaczeniu Kukai może świadczyć fakt, że w jego mauzoleum nie można zrobić zdjęć nawet z zewnątrz (w buddyjskich miejscach kultu zakaz fotografowania obowiązuje tylko w środku).

W Koyasan jest ogrom różnych świątyń i nie sposób zobaczyć ich wszystkich. My wybraliśmy Kongobuji Temple, świątynię japońskiej odmiany buddyzmu ezoterycznego Shingon. Ogrom w niej historycznych malowideł. Stara kuchnia mnichów robi podobne wrażenie jak z zamku w Sintrze. Znajduje się tam również przepiękny ogród kamienny zen – największy w Japonii, choć wcale wielkie się nie wydaje.


Z 15 minut spacerkiem dalej znajduje się kompleks Danjo Garan, z pagodą Konpon Daito i świątyniami Kondo oraz Fuddo. Pagoda robi niesamowite wrażenie zarówno zewnątrz jak i wewnątrz.

Jeśli ktoś chce zobaczyć piękne świątynie, bez straganów na kilometr przez dojściem, bez tłumów turystów koniecznie powinnien wybrać się do Koyasan. Dla nas Koyasan okazało się jednym z najciekawszych miejsc w Japonii. Planując podróż po tym kraju nie można tego miejsca ominąć! Żadna świątynia w Kyoto i w Tokio już na nas nie zrobiła wrażenia.

12 myśli nt. „K jak Koyasan

  1. Pingback: Japonia praktycznie | Kasai - travel addicts

  2. Mam pytanie – czy warto spędzić dwie noce w Koyasan, czy jedna w zupełności wystarczy? Z Twojego opisu można odnieść wrażenie, że jest tam tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia, że być może warto zatrzymać się tam na dwie noce. Bardzo byłabym wdzięczna za odpowiedź.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.