Oman – cz.3. – Wahiba Sands

Pustynia. W 1999 roku byłam w Maroku i tam kila osób pojechało na pustynię. Strasznie im zazdrościłam wtedy odwagi, no i bycia nocą na pustyni. Kiedy więc podczas pobytu w Chinach w 2000 roku, nadarzyła się okazja, wybraliśmy się na wielbłądach na 2 dni na pustynię Gobi. Jednak ona nie była taka, jak sobie wyobraziłam – wysokie, niezliczone po horyzont pomarańczowe wydmy.

Dopiero w Omanie zobaczyłam to co chciałam zobaczyć na pustyni i mogłam uznać że byłam na pustyni.

23.I.2015

Tuż po 12:00 ruszyliśmy z Nizwy do miejscowości Bidiyah (200 km, niecałe dwie godziny jazdy), w okolicach której jest kilka campów na pustyni. Nie mieliśmy rezerwacji noclegu a camp – polecany przez KasaiAl Raha Tourism Camp nie miał już wolnych miejsc. Postanowiliśmy jednak jechać do tego campu, i jeśli nic się nie zwolni, ponownie przenocować w samochodzie.
Przy głównej drodze w miejscowości Bidiyah jest już bardzo dużo drogowskazów na camp. Nie da się więc zabłądzić. Tu też jest ostatnia szansa na zakup zapasu picia lub jedzenia. Po przejechaniu przez miasteczko 18 km jedziemy w głąb pustyni. Droga jest szutrowa więc teoretycznie dałoby się przejechać osobówką, ale w wielu miejscach na drogę nawiało dosyć sporo piasku – i tu mogłyby się pojawić kłopoty.

W campie okazało się, że 100% wypełnienie wynika z imprezy firmowej Mitsubishi i niestety nic nie mogą nam zaoferować. Po pytaniu, czy możemy zostawić samochód na terenie campu i przenocować w nim, jakimś cudem znajduje się 1 pokój.
Cena: 40 OMR ( w tym powitalna kawa i herbata z daktylami, kolacja z tańcami oraz śniadanie)

Ponieważ w naszym samochodzie w oponach nie spuściliśmy powietrza, nie mogliśmy nim poszaleć po wydmach. Szybko okazało się, że to nie jest żaden problem. Omańczycy są bardzo gościnni i nie musieliśmy długo czekać, aby móc szaleć z „profesjonalistami” po wydmach nie tylko terenówkami, ale i quadem. Zabawa zakończyła się po 22:00

24.I.2015
Tuż po 6:00 obudził nas warkot silników – chłopcy już się bawili na wydmach. Jeszcze przed śniadaniem zaproponowano nam przejażdżkę quadami, później samochodami, później znowu quadami. I tak zamiast o 7:30 z campu ruszyliśmy w drogę tuż po 9:00.
Naszym celem na ten dzień było Wadi – a nawet dwa.

2 myśli nt. „Oman – cz.3. – Wahiba Sands

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.