Oman – cz.4 – Wadi

To był niezwykły dzień – pełen pięknych krajobrazów i ogromu wrażeń. Tego dnia po raz pierwszy odczuliśmy, że mamy za mało czasu na Oman, bo musieliśmy opuszczać miejsca, którymi jeszcze się nie do końca nacieszyliśmy. Celem tego dnia było zobaczenie wadi. W Omanie jest ogromna ilość wadi a musiałam wybrać tylko jedno, ewentualnie zdecydować się na dłuższy pobyt w jednym lub podzielić ten jeden dzień, którym dysponowaliśmy na dwa wadi. Czytając różne blogi, oglądając setki zdjęć uznałam, że wadi nr. 1 to Wadi Bani Kharus, a na miejscu zdecydujemy czy mamy czas na wydłużenie drogi powrotnej do Muskatu i zobaczenie jeszcze Wadi Shaab.

24.I.2015.

Z campu na pustyni ruszyliśmy do oddalonego zaledwie godzinę jazdy Wadi Bani Kharus. O godzinie 10:00 z minutami byliśmy już na pustym parking. Dojście z parkingu do wadi zajmuje około 5 minut. Istnieje możliwość wykupienia taczki, którą dzieci zawożą tobołki na piknik. Lokalni bardzo często z tego korzystają, gdyż na piknik wybierają się z dywanami, ogromną ilością garnków, misek i miseczek.
Wchodząc do tego wadi najpierw jest część bardziej piknikowa, z altankami, kawiarnią, gajami palmowymi i cudownymi oczkami wodnymi. Istnieje też szlak – około 1 km – do jaskini w głąb wadi. Droga jest bardzo ładna, jaskinia zachwyca głównie gorącem jakie z niej bucha. Wracając z jaskini nie mogliśmy się oprzeć pokusie kąpieli i skoków ze skał. Temperatura wody była zdecydowanie wyższa niż powietrza. I tu był ten moment, kiedy musieliśmy zdecydować, czy zostajemy i pluskamy się w wodach tego wadi, czy zbieramy się i jedziemy jeszcze do Wadi Shab.
Zdecydowaliśmy, że jedziemy do Wadi Shab.
W Wadi Bani Kharus spędziliśmy 3,5 godziny, o jakieś 1,5 – 2 godziny za mało 🙁

O 13:30 ruszyliśmy w kierunku Wadi Shab do którego dotarliśmy punktualnie o 16:00. Pora była już dosyć późna, zważywszy że zachód słońca jest około 18:10. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się ruszyć w głąb wadi.
I tu popełniliśmy kilka błędów:
– ruszyliśmy w klapeczkach – japonkach. Zdecydowanie lepsze byłyby adidasy
– mimo, że mieliśmy czołówkę, zostawiliśmy ją w samochodzie.

Parking jest tuż pod autostradą przy rzece i raczej nic nie zapowiada ładnych widoków. Nie czuć tam zupełnie, że gdzieś, w zasięgu spaceru może być piękne wadi. Początek szlaku jest po drugiej stronie rzeki, na który można dostać się łódką. Od razu zostaliśmy poinformowani, że łódki pływają tylko do 17:00.
Na drugim brzegu zaczepiło nas 6 mężczyzn, którzy również dopiero ruszali na spacer. Od nich dowiedzieliśmy się, że po około godzinie drogi dochodzi się do miejsca, skąd można popłynąć do pięknej jaskini z wodospadem. Dowiedzieliśmy się też, że woda w rzeka sięga mniej więcej do pach, więc bez problemu w drodze powrotnej obejdziemy się bez łódki.
Dokładnie po godzinie, czyli o 17:00 dotarliśmy do miejsca, gdzie bagaż nie jest wskazany do dalszej wędrówki, bo jest to już drogo w korycie rzeki. Jakiś turysta wracający już z jaskini zapytany przeze mnie jak daleko jest do jaskini stwierdził, że około 5 minut. Stwierdziła, że nie jest tak źle: jest 17:00, 5 minut w 1 stronę, 5 minut na miejscu i 5 minut na powrót, czyli o 17:15 ruszymy w drogę powrotną i zdążymy przed zmierzchem.
Ja na ochotnika zostałam z naszym bagażem a mąż z córka i 5 chłopakami ruszyli w kierunku jaskini. Ja zostałam z jakimś chłopakiem, który nie czuł się na siłach do dalszej drogi.
Gdy już zostałam sama z tym chłopakiem, dowiedziałam się, że do jaskini jest jeszcze około 20 minut drogi. No i zaczął się stresik, bo to oznacza, że wrócą tuż przed 18:00. O 17: 45 usłyszałam ich głosy. Okazało się, że mąż z córką dopłynęli do jaskini, chwilę popatrzyli na najpiękniejszą rzecz w Omanie (w ocenie męża) i szybko ruszyli w drogę powrotną.
Jaskinię można zobaczyć na bardzo dobrze wykonanym filmie blogu Kasai

Chłopcy natomiast postanowili tam jeszcze trochę zostać i się pobawić. O 17:50 ruszyliśmy biegiem w kierunku parkingu. Bo był wyścig z czasem, aby ciemność nie zastała nas w wąwozie. O 18:15, gdy panował już zmrok, dobiegliśmy do rzeki. Plecaki w górę i przeprawiliśmy się przez rzekę. Gdy ruszaliśmy z parkingu o 18:30 było już zupełnie ciemno.

Czekało nas jeszcze około 200 km jazdy do Muskatu, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg w Al Maha International Hotel.
Hotel znajduje się bardzo blisko Wielkiego Meczetu i jest jak najbardziej godny polecenia.

To był cudowny, bardzo intensywny dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.