Oman – cz.5 – Muskat

25.I.2015

To był ostatni dzień naszego pobytu w Omanie i też zapowiadał się intensywnie.
Pobudkę mieliśmy o 7:00 by już na 8:00 być w Meczecie – Sultan Qaboos Grand Mosque.

Polecam wizytę o tak wczesnej porze. Nie wiem czy zawsze tak jest, ale do godziny 9:00 było około 10 osób zwiedzających, a od 9:00 z każdym kwadransem przybywało ze 100 osób.
Aby wejść do meczetu trzeba mieć odpowiednie ubranie: bluzka bez dekoltu, z długim rękawem, spódnica do samej ziemi (ja miałam wycięcie około 10 cm i nie zostałam przepuszczona). Oczywiście nakrycie głowy. Można też być ubranym w spodnie, ale nie mogą być obcisłe. Odniosłam wrażenie, że tak dokładna kontrola była tylko o godzinie 8:00, kiedy nie było zbyt wiele osób. Istnieje możliwość wypożyczenia stroju za 2,5 OMR (~25PLN). Dzieci poniżej 10 roku życia teoretycznie nie mają wstępu do meczetu, choć widziałam wśród zwiedzających zdecydowanie młodsze (np. na oko 5-6 letnie).
Meczet nas zachwycił swoją prostotą, elegancją a do żyrandola stałam i się śmiałam z radości.

Godziny otwarcia: 8:00 – 11:00 (poza czwartkiem i piątkiem)
Cena: za darmo

Wydawało mi się, że na zwiedzenie tego meczetu wystarczy nam godzina, maksymalnie półtorej. Wychodząc po prawie trzech godzinach nie czuliśmy jak ten czas upłynął.




Z meczetu przejechaliśmy w okolice targu Mutrah Souq – jedno wejście mieści się w połowie Corniche (promenady), drugie od strony Mutrah High, drogi wiodącej do Ruwi. Bazar jest imponujących rozmiarów. Najbardziej podobała się nam cześć ze złotem – sklepiki pełne lokalnych klientów a biżuteria jedyna w swoim rodzaju. Na bazarze oprócz małych kramików są też dwa sklepy – mini markety, w których ceny są zdecydowanie niższe (na bazarze za pudełeczko mirry zapłaciłam 4 OMR, w sklepie była po 1 OMR, pudełko 0,5 kg daktyli z migdałami kosztowało 1,2 OMR).



Po udanych zakupach na bazarze, spacerze po promenadzie około godziny 13:00 ruszyliśmy w drogę powrotną – czekało nas ponad 500 km do przejechania. Po niespełna 100 km postanowiliśmy zrobić przerwę i zajechaliśmy na plaże w Sawadi. Jest tam piękna, piaszczysta plaża, pełna lokalnych ludzi piknikujących całymi rodzinami (my zostaliśmy zaproszeni przez jedną rodzinę na pyszny ryż z kurczakiem) i dużą ilością atrakcji – jazda na quadach, rejs łódką na okoliczne wysepki. Bardzo dużo osób jeździło też samochodami po plaży – taki zmotoryzowany spacerek.

Mieliśmy ochotę zostać tam dłużej, ale świadomość przebycia jeszcze 400 km i lotu za 15 godzin zmusiła nas do pożegnania się z Omanem.
To były cudowne 4 dni wykorzystane idealnie co do minuty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.