Szarm el-Szejk w wydaniu kubańskim

Varadero – kurort na wzór Szarm el-Szejk. Wielu turystów tu zaczyna i kończy swoją przygodę z Kubą. Wielu turystów mówi po takim pobycie, że Kuba ich nie zachwyciła, że nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Gdybym będąc na Kubie spędziła cały czas tylko w tym kurorcie też bym była niezadowolona – bo jest tu znaczne drożej niż w Egipcie, a Kubańczykom do potomków Faraona jeszcze daleko w poziomie obsługi.

My zgodnie z wypracowanym już zwyczajem każdą wyprawę kończymy dniem lenistwa w luksusowym (w naszej klasyfikacji) hotelu. Na Kubie padło na Varadero, jako że wylot mieliśmy z okolicznego lotniska. Wybór hotelu nie był łatwy – ceny kosmiczne a opinie na temat każdego hotelu dostępnego na naszą kieszeń przeważały fatalne – brudno, skromnie, jedzenie paskudne. Trochę z duszą na ramieniu zarezerwowaliśmy Roc Arenas Doradas. I to był strzał w 10! Hotel jest w koncepcji niskich domków rozlokowanych na ogromnej zielonej powierzchni z wieloma atrakcjami dla dzieci i dorosłych. Cena wydawało się dosyć wysoka – 140 CUC za pokój trzyosobowy ale z perspektywy czasu patrząc co zawierała, myślę że było warto. A zawierała wiele – wiele atrakcji „przybasenowych” (bilard, szachy, baseny, różne animacje), kajaki, katamarany wraz z instruktorem, dużo urozmaiconego jedzenia dostępnego od rana do późnych godzin wieczornych, alkohole bez limity, ładne pokoje, bezpośredni dostęp do pięknej czystej plaży. Kilka niedociągnięć oczywiście można by znaleźć ale żeby od razu wystawiać negatywną oponie to już przesada.
To było piękne i leniwe zakończenie naszej przygody z Kubą.






2 myśli nt. „Szarm el-Szejk w wydaniu kubańskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.