Lofoty

O Lofotach pierwszy raz usłyszałam 12 lat temu z opowieści koleżanki. Wujek Google pomógł mi dowiedzieć się co to i gdzie to jest i już wiedziałam, że kiedyś będę to chciała zobaczyć na własne oczy. No i zobaczyłam.
Lofoty to ostre i poszarpane szczyty górski rozrzucone po fiordach Morza Norweskiego daleko za kołem podbiegunowym. Ciągną się na długości ponad 100 km. Archipelag składa się z dziesiątek wysp i wysepek a jego główne cztery wyspy – Moskenesoy, Flakstadoy, Vestvagoy i Austvagoy – połączone są ze sobą mostami. Przemieszczanie się po Lofotach nie wymaga więc przepraw promem. Nam najbardziej podobała się 34-kilometrowa wyspa Moskenesoy, na której najwięcej jest poszarpanych górskich grani, wysokich szczytów, głębokich jezior i fjordów. Dalej na północ okolica nieco się wypłaszcza.
Dziś choć większość mieszkańców żyje z turystyki, to krajobraz nie daje zapomnieć że rybołówstwo jest nadal istotnym elementem życia tutejszej ludności. Wzdłuż wszystkich dróg rozstawione są drewniane stelaże na których wiosną suszone są dorsze. Nigdzie ponoć natura nie potrafi tak dobrze konserwować tej ryby. Sztokfisz to prawdziwa specjalność Lofotów. Tusze trafiają do Portugalii, by zostać podane jako danie narodowe Portugalczyków – bacalhau. A same głowy wraz z rarytasem – językiem, jako najtańsza część, wysyłane są do Nigerii. W lipcu na stelażach suszyły się tylko głowy – ich zapach, a raczej smród był nie do wytrzymania.

Piękne krajobrazy i cudne szlaki górskie w 100% warte były wyjazdu. Ja bardzo lubię chodzić po górach. Ale … po pięciu dniach mi to się już zaczyna nudzić. Bo ile razy można wchodzić tylko po to żeby zejść ;-). I mając to na uwadze wyjazd zaplanowaliśmy na 7 dni (plus dwa dni transport).
Pięć dni chodzenia po górach i dwa dni na szwędanie się po rybackich miasteczkach.

    Oto nasze szklaki:

Plaża Bunes – aby dotrzeć na początek szlaku trzeba najpierwszy przepłynąć promem około 30 minut z portu w Reine. Pierwszy prom latem odpływa o 10:00 a bilety zaczynają sprzedawać o 9:00. Ciekawostka: bilet można kupić tylko sobie (gdy chciałam kupić też dziecku które było jeszcze w domku to niestety kasjer odmówił). Po dopłynięciu do Vindstad szlak wynosi niecałe 3 km i jest bardzo łatwy i przyjemny. Dodatkowo można wejść na szczyt Helvetestind. Ostatni prom do Reine odpływa o 18:00. Proponuję zabrać ze sobą prowiant bo nie ma tam możliwości kupienia czegokolwiek.

Plaża Kvalvika – na tą plażę można dotrzeć trzema szlakami. My podróżowaliśmy dwoma samochodami więc zdecydowaliśmy się wejść jednym a zejść drugim szlakiem mając jeden samochód na początku szlaku a drugi na mecie. Całość zajęła nam około 5 godzin. szlak jest dosyć łatwy.


Himmeltindan – to jest dosyć trudny około 3 godzinny szlak z przewyższeniem ponad 900 m. Nam pogoda nie dopisała i tylko kilka razu zrobiła się „dziura” w chmurach i dane nam było zobaczyć piękne krajobrazy. Przy bezchmurnej pogodzie musie to być piękna widokowo trasa.

Haveren – ten szlak zrobiliśmy poza szlakiem :-). Najpierw mieliśmy problem ze zlokalizowaniem początku szlaku. W końcu się udało – koordynaty.. Po dojściu do jeziorka nie widzieliśmy dalszej ścieżki i zaczęliśmy iść trochę na azymut. Zakończyło się tym, że wchodziliśmy zboczem góry zapadając się co chwilę w mchu. Tuż przed szczyt góry zostaliśmy całkowicie zaskoczenie wielką polaną jaką trudno spotkać nawet na nizinach.

Reinebringen – szlak zaczynający się tuż przez tunelem za miejscowością Reine w kierunku miejscowości A. Podejście całkiem strome zajmuje około 1,5 godziny na górę i około 1 godziny w dół. Z góry widok zdecydowanie najładniejszy ze wszystkich.

Oprócz wędrówek po szlakach odwiedziliśmy też kilka miasteczek – A, Reine, Nusfjord, Henningsvaer, Svolvaer

    INFORMACJE PRAKTYCZNE:
  • lot – my polecieliśmy linią Norwegian do Tromso z przesiadką w Oslo. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłby lot do Bodo i przedostanie się promem do miejscowości A. Z Tromo do A jest około 550 km co przy ograniczeniach prędkości do 70km/h zajęło nam cały dzień w jedną stronę
  • samochód – jak zawsze w Rentalcars
  • żywność – wiedząc jakich cen możemy się spodziewać na miejscu zabraliśmy z Polski żywność na cały pobyt. Wszystkie domki miały świtnie wyposażone kuchnie więc bez problemu sami przygotowywaliśmy sobie obiadokolacje
  • termin – na Lofoty najlepiej wybrać się między początkiem czerwca a połową lipca, kiedy trwa dzień polarny i słońce ani na chwilę nie kryje się poza horyzontem
  • atrakcje turystyczne – Lofoty pod tym względem są dosyć specyficzne. Główną atrakcją (z punktu widzenia moich zainteresowań) były szlaki turystyczne. Odwiedziliśmy też kilka uroczych miasteczek (które zwiedza się w 30 minut), Muzeum Wikingów. Można było też wybrać się na łowienie ryb, oglądanie orłów czy kajakowanie. I o ile uwielbiam kajaki to na Lofotach nie miałam na nie ochoty z 2 powodów – ceny (około 1500 NOK – 750 PLN za kajak jednoosobowy za dzień) oraz temperatury wody.
  • noclegi – podczas całego pobytu zatrzymywaliśmy się w rorbuer – stare domki rybackie wyremontowane i przekształcone wręcz w luksusowe domki dla turystów
    1. Smaken av Lofoten – zdecydowanie najlepszy pod każdym względem – cudowna lokalizacja w okolicach miejscowości A z widokiem na fiord. Domek był wyposażony we wszystko co tylko mogłoby się przydać podczas pobytu. Gorąco polecam
      Nusfjord Rorbuer – ładny domek w ciekawej miejscowości Nusfjord
      Midt i Lofoten – ładny domek ale nie polecam

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.