Indie – jak to się stało że tam się znalazłam

Maroko, Agadir, hotel. Luty 1999 roku.
Siedzimy w restauracji z parą Polaków którzy dzielą się swoimi wrażeniami z dopiero co odbytej podróży po Indiach. Z każdym kolejnym ich zdaniem utwierdzam się, że nigdy nie chcę odwiedzić tego kraju. Nie jestem gotowa psychicznie. Zdecydowanie wolę inne kierunki świata. Obraz przedstawionych przez nich Indii przez wiele lat siedzi mi w głowie.
Samolot relacji Tokio – Warszawa. Kwiecień 2016 roku
Debatujemy nad kierunkiem kolejnej babskiej wyprawy. Ja rzucam hasło: Indie. Chyba zaskakując sama siebie i nie wierząc że kiedykolwiek tam pojadę. W odpowiedzi od Karoliny słyszę „Nigdy w życiu” a od Iwony „jakbyś mi milion dolarów zapłaciła to tam nie pojadę”.
Indie, New Delhi. 11 listopada 2017 roku
Tak. Sama w to nie wierzę. Jestem w Indiach od kilku godzin. Obok mnie Karolina. Nie wiem czy bardziej się boję czy bardziej się cieszę. Już za chwilę będą mogła na własnej skórze skonfrontować wszystkie opinie usłyszane na temat tego kraju a w szczególności o jego mieszkańcach.

To była dziwna podróż – bo tak samo mocno jej się obawiałam co pragnęłam. Bałam się przemocy, napaści na dwie blondynki, biedy, brudu. Znawców Indii (którzy nigdy w Indiach nie byli) w Polsce jest pod dostatkiem 🙂 i potrafili mnie odpowiednio nastraszyć.
Osoby które były w Indiach i choć trochę mnie znają obstawiały że będę należała do tej grupy osób które pokochają ten kraj.
Bo Indie albo się kocha albo nienawidzi. Trudno być w stosunku do nich obojętnym.

Ja pokochałam tej kraj od pierwszej godziny i z każdym dniem utwierdzałam się w swojej miłości.
Gdy dziś myślę o Indiach to zawsze pierwszym skojarzeniem są ludzie, których spotkałam – najwspanialsi z możliwych.
Później przychodzi mi do głowy cała reszta wspaniałych miejsc, które udało mi się zobaczyć: Taj Mahal, Mathura, Jaipur, Bargu, Alappuzha, Munnar, Goa, Mumbai. Każde z tych miejsc mnie zachwyciło, może temu że nie przez przypadek znalazło się w planie podróży 🙂

Kiedyś robiąc pokaz o Egipcie jeden z widzów podsumował, że jakiś ten mój Egipt jest nie egipski, bo czysty, fajny i ciekawy.
Po powrocie z Indii usłyszałam podobny tekst: że chyba prawdziwych Hindusów nie spotkałam i w prawdziwych Indiach nie byłam spoko zachwycam się tymi ludźmi i moje pierwsze skojarzenie nie jest związane z brudem.

Ja podczas podróży wybieram takie miejsca, które dają mi przyjemność z ich obcowaniem. W Paryżu na spacer wybieram się na Pola Elizejskie zamiast np do 18tej dzielnicy. Podobnie w Indiach. Wybrałam swoje „Pola Elizejskiej” i w nich się zakochałam. Myślę, że India kryją przed mną jeszcze nie jedne Champs Élysées.
Muszę więc wrócić. Nie mam wyjścia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.