Indie – informacje praktyczne

Przygotowania do wyjazdu do Indii pochłonęły mi ogrom czasu i to z kilku różnych powodów:
– które miejsca wybrać na tak krótki wyjazd (9 dni na miejscu)
– w jaki sposób zorganizować logistykę na miejscu żeby nie tracić cennego czasu
– jak zadbać o maksimum bezpieczeństwa w tym dzikim kraju 🙂
– wyszukać wszelkie możliwe atrakcje aby jak najlepiej poczuć klimat tego kraju

Gdy plan był gotowy i opowiedziałam o nim znajomemu Hindusowi stwierdził, że jest zmęczony od samego tylko słuchania i że nie jest możliwe w takim czasie zobaczyć tyle miejsc. Inna osoba skomentowała, że Indie to nie Japonia i jest bardzo ciekawa kiedy runie domino i czy mam Plan B.

Plan był ambitny – to fakt. Został zrealizowany w dużym stopniu. A to co nie zostało zrealizowane – czeka cierpliwie na następny wyjazd.

Przed wyjazdem naczytałam się różnych porad typu:

  • samotnie podróżujące kobiety to proszenie się o problemy,
  • łaziłam w nocy po Delhi, odwiedziłam nie jeden pub w Mumbaju i całe szczęście nawet nie miałam niebezpiecznej sytuacji

  • wszędzie jest niewyobrażalnie brudno więc najlepiej zabrać ze sobą własną pościel,
  • w hotelach pościel była pierwsza klasa, w pociągu wykrochmalony zestaw pięknie zapakowany

  • wszędzie będą próbowali nas okraść więc podstawowym wyposażeniem bagażu powinna być kłódka, łańcuch, ochronna siatka metalowa na torby,
  • miałam kłódkę i ani razu z niej nie skorzystałam. Zostawiałam torbę w samochodach, hotelach i nic z niej nie ubyło

  • plan planem a rzeczywistość pokaże że np. pociąg zamiast o 18:00 ruszy o 24:00; a umówiony taksówkach nie stawi się wcale lub z kilkugodzinnym opóźnieniem
  • pociąg był opóźniony o 10 minut co zostało zakomunikowane przez megafon, taksówkarze czekali na mnie a nie ja na nich, samoloty starowały i lądowały o czasie. Czułam się prawie jak w Japonii 🙂

  • że będziemy zaczepiane przez tłumy żebraków, bezdomnych, chorych, trędowatych.
  • raz, w Jaipur gdy jechałam tuk-tukiem i zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle podeszło dwoje dzieci prosząc o pieniądze. Tyle widziałam żebraków. W Warszawie zdecydowanie więcej.

  • że trzeba zabrać ze sobą ksero paszportu bo w hotelach nie mają ksero i zazwyczaj personel zabiera paszport na kilka godzin
  • wszystkie przywiozłam do Polski:-)
    .

    Mogłabym jeszcze trochę powymieniać z czarnego scenariusza jaki rysował się z opowieści ludzi którzy byli w Indiach i tych którzy tam nigdy nie byli.

    Mój odbiór i moje doświadczenie jest trochę inny. Miło było być miło zaskoczonym 🙂

    Oto kilka praktycznych informacji:


    BILETY

    Ja leciałam Turkish Airlines: Warszawa – Istambuł – New Delhi – Mumbai – Istambuł – Warszawa.
    Było to idealne połączenie – dobra cena (2.100); szybka przesiadka (1,5h w Istambule) co spowodowało, że 10h zajęła cała podróż z Warszawy do New Delhi i podobnie powrót z Mumbaju do Warszawy.
    Staram się zawsze kupować bilety aby najpierw nie cofać się z Warszawy, żeby po przesiadce nad nią przelecieć. To zdecydowanie skraca czas podróży.


    ZDROWIE I UBEZPIECZENIE

    Nie są wymagane żadne szczepienia ochronne. Warto mieć ze sobą apteczkę – najczęstszą dolegliwością w Indiach jest zatrucie pokarmowe.
    Ubezpieczenie jak zawsze miałam wykupione w WARCIE – TUTAJ.


    WIZA

    Aby wjechać do Indii należy posiadać wizę turystyczną.
    Można ją wyrobić zarówno w Ambasadzie IndiiTUTAJ (Warszawie, ul. Myśliwiecka 2, tel. 22 540 00 00) jak i ONLINE.

    Aby wyrobić wiz przez internet należy wypełnić formularz, załączyć zdjęcie, dokonać opłaty kartą kredytową (69$) i oczekiwać na email z informacją o otrzymaniu wizy (1-2 dni).
    KONIECZNIE WYDRUKOWAĆ


    WALUTA

    100 INR = 5 PLN

    Najkorzystniej wychodzi zabrać ze sobą kupione w Polsce rupie. Jeśli wolimy zabrać mocną walutę to kurs wymiany zdecydowanie korzystniejszy jest dla dolara. Walutę można wymienić na lotnisku, prawie w każdym hotelu. Nie ma z tym najmniejszego problemu.


    NOCLEGI

    Zdecydowanie polecam noclegi zarezerwować przed wyjazdem. Po pierwsze nie tracimy na miejscu czasu na poszukiwania, po drugie można wyszukać prawdziwe perełki architektoniczne, kwatery prywatne u niesamowitych ludzi, lub np. domki na drzewach wśród plantacji herbaty. Szukając noclegu na miejscu na 100% nie trafiłabym do tych miejsc.
    Rozpiętość cenowa jest ogromna, od dosłownie kilku złotych do tysięcy.

    Wszystkie miejsca (poza jednym), w których się zatrzymałam mogę polecić. I nie potrafiłabym określić który nocleg był najfajniejszy bo same w sobie były atrakcją, każdy atrakcją z innej bajki.

    Nasze noclegi

    • New Delhi – Hotel Aero Star – 1.800 INR za dwójkę, około 10 minut jazdy taksówką na lotnisko. I na tym koniec zalet tego hotelu. Basic to chyba za dużo powiedziane. Drugi raz bym go nie wybrała – TUTAJ
    • Agra – Seven Hills Tower – 2.700 INR za dwójkę z dobrym śniadaniem. Bardzo czysty, przyjemny hotel, położony 5 minut drogi samochodem od Taj Mahal.
    • Jaipur – Umaid Bhawan – 4.950 INR za dwójkę z genialnym śniadaniem Ten hotel to cudna radżasthańska perełka architektoniczna. Każdy pokój jest inny, same korytarze zachęcały do „zwiedzania”. Polecam w 100% mimo, że cena nie jest niska, szczególnie jak na Indie – TUTAJ .
    • Alappuzha – Keralan Homestay – 1.600 INR za dwójkę z pysznym śniadaniem – podstawowe wyposażenie pokoju w typowym keraliski domu położonym nad samym kanałem. Niesamowici ludzie z którymi przegadałyśmy prawie całą noc. Zabrali nas na przyjęcie poprzedzające wesele. Na dzień dzisiejszy niestety zawiesili wynajem pokoju. Mam nadzieję, że wrócą do tego business bo to była przyjemność obcowania tak blisko prawdziwego codziennego życia hindusów
    • Munnar – Dreamcatcher Resort – 10.000 INR – domek na drzewie wśród plantacji herbaty. Trzeba czegoś więcej do szczęścia? No może przydałby się do tego po obłędnej kolacji jeszcze masaż na trzecie oko zwany Shirodhara dostępny w SPA resortu. Niesamowite miejsce, obłędne widoki, przepyszne jedzenie, personel na najwyższym poziomie. Po prostu trzeba tam się zatrzymać przynajmniej na jedną noc – TUTAJ
    • Goa – Grand Hyatt Goa – 13.000 INR – Goa to luksus (takie od zawsze miałam skojarzenie) więc nie mogło być inaczej, że na Goa hotel musiał być 5* i muszę przyznać że to był jeden z najlepszych hoteli w jakich się w życiu zatrzymałam. Wszystko w nim było genialne – pokój, jedzenie, basen, obsługa, park, restauracje, SPA. Był tak cudowny, że po raz pierwszy w życiu nie wyszłam poza bramy hotelu podczas całego pobytu (czytaj 30h) – TUTAJ
    • Mumbai – Taj Mahal Palace – 17.000 INR. Legendarny hotel więc nie wypadało się w nim nie zatrzymać. Cena zawrotna ale zawierała wejścia do restauracji i pubów przez cały dzień (wyznaczone przedziały godzinowe do poszczególnych lokali), oczywiście śniadanie i co najważniejsze – prywatny lokaj 24h/doba stojący przy drzwiach i czekający aby spełniać każde nasze życzenie. Czy warto było? Myślę, że tak bo to jedyne w swoim rodzaju miejsce TUTAJ
    • Mumbai – Niranta Transit Hotel – 6.000 INR. Hotel umiejscowiony na terminalu 2, idealny więc gdy ma się wylot wcześnie rano. Lokalizacja, standard, bezpłatny masaż stóp – wszystko super. Mógłby być jednak ciut tańszy – TUTAJ


      JEDZENIE

      Jedzenie w Indiach poza restauracjami typowo turystycznymi jest bardzo tanie i bardzo smaczne. Trzeba jednak mocno uważać co i gdzie się je bo z higieną tam ponoć często bywa na bakier. Ja niestety lub stety nie stosowałam się do wszystkich porad odnośnie żywienia jakie usłyszałam przed wyjazdem czyli żeby unikać ryb, owoców morza, jedzenia ulicznego, nabiału. Jadłam ryby, owoce morza, lessi z ulicy, jadłam rękoma po uściskaniu dziesiątek ludzi.
      Po prostu miałam szczęście i żadne sensacje żołądkowe mnie nie dopadły.
      Można uważać i się zatruć (mówię to z własnego doświadczenia). Niby szczerzonego Pan Bóg szczerze ale może i o mnie zawsze dba 🙂

      Restauracje / bary w których byłam i polecam:

      • New Delhi – Karim – w okolicach Wielkiego Meczetu typowo hinduskie jedzenie
      • Jaipur – Shreenath Lassiwala pijalnia lassi. Trochę miałam obawy bo przecież miałam przykaz nie brać nabiału do ust. Zaryzykowałam. Było pyszne. I jak się okazało – bezpieczne – TUTAJ
      • Jaipur – Peacock Roof top – obłędne jedzenie, najlepsza masala tea jaką piłam w Indiach, ceny wręcz symboliczne.
      • Jaipur – Midtown – wejście do restauracji zdecydowanie bardziej zniechęca niż zapowiada pyszne jedzenia. Miło jest być miło zaskoczonym. Bardzo smaczne, tanie jedzenie – TUTAJ


      TRANSPORT

      Podczas pobytu w Indiach przemierzyłam setki kilometrów samolotem, samochodem, pociągiem, taxi, rikszą, tuk tukiem. Samolot, samochód i pociąg miałam zarezerwowane z Polski.

      SAMOLOT – miałam dwa loty: New Delhi – Cochin oraz Goa – Mumbai. Oba loty była z IndiGo – TUTAJ– w ocenie kilku Hindusów, którzy często podróżują, zdecydowanie najlepsza linia. Ja innymi nie latałam więc nie mam porównania. Mogę jedynie powiedzieć że swoje loty oceniam super – oba loty o czasie, samolot czysty, bagaż doleciał, cena bardzo przystępne – 200 PLN za lot

      SAMOCHÓD
      Dwa razy miałam wynajęty samochód z kierowcą. Umożliwiło mi to szybkie, bezpieczne przemieszczanie się. Bez samochodu nie byłabym w stanie zobaczyć tyle miejsc ile zobaczyłam. Jednak zdecydowanie nie chciałabym przemieszczać się w taki sposób przez cały pobyt. To mocno ogranicza bezpośredni kontakt z rzeczywistością a ja uwielbiam kontakt z lokalną ludnością. Wybrałam więc samochód tylko na te odcinki, kiedy musiałam (chciałam) przemieścić się z miejsca na miejsce w czasie, kiedy nie zdecydowałabym się już na transport publiczny.

      Pierwszy samochód miałam na pierwsze trzy dni pobytu: odbiór z lotniska w New Delhi – zwiedzanie New Delgi – Mathura – Agra – Jaipur – Bargu – New Delhi lotnisko.
      Cena: 18.000 INR
      Firma Eco RentacarTUTAJ
      nasz kierowca: Rahul +919971390447 – najlepszy kierowca na świecie. Nazywałyśmy go naszym Aniołem.

      Drugi samochód miałam w Kerali też na 3 dni: odbiór z lotniska w Cochin – Alappuzha – Munnar – Cochin – lotnisko w Cochin
      Cena: 12.000 INR
      Firma The Travel PlannersTUTAJ
      nasz kierowca: nasz kierowca: +91 95396 23851 – drugi najlepszy kierowca na świecie 😉

      POCIĄG – o pociągach w Indiach słyszałam miliony opowieści i oglądałam setki zdjęć. Uznałam więc że być w Indiach i nie przejechać się pociągiem to jak być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffla (ciągle dziś mam skojarzenia z Paryżem – dziwne).

      No więc gdy już wiedziałam kiedy i skąd dokąd chce się przejechać pociągiem to się okazało, że kupno biletu nie jest takie proste. Można oczywiście zostawić kupno biletu na ostatni moment i próbować zakupu na dworcu tuż przez odjazdem pociągu. Zdecydowanie nie chciałam ryzykować tym, że nie dostanę biletu na konkretny pociąg bo wtedy domino rzeczywiście by się posypało. Musiałam więc kupić bilety jeszcze z Polski.
      Istnieje możliwość zakupu biletu online ale to wcale nie jest proste. Jak to można zrobić – świetnie jest opisane TUTAJ
      Mimo tak genialnej instrukcji, posiadania indyjskiego numeru telefonu (tzn zgody na użycie numeru telefonu znajomego Hindusa) nie udało mi się samodzielnie zakupić. Zapytałam więc hotel w którym miałam już dokonaną rezerwację. Za drobną opłatą (około 10 PLN) bilety zostały zakupione.

      Z racji tego, że podróżowałyśmy nocnym pociągiem, dwie blondi zdecydowałaśmy się na najwyższą klasę – 1 AC. I jakież było nasze zaskoczenie gdy weszłyśmy do pociągu – normalny, czysty, niczym nie różniący się od pociągu relacji Warszawa – Zakopane. Dostałyśmy czyściuteńką, wykrochmaloną, białą, ładnie zapakowaną pościel. Przedział był 4 osobowy ale konduktor zapewnił, że nie umieści już u nas w przedziale innych osób (na kolejnych stacjach) i tak też było. Na wszelki wypadek nie skorzystałyśmy z menu kolacyjnego i śniadaniowego oferowanego w ramach ceny biletu. Zamknęłyśmy się więc od środka a rano konduktor na pół godziny przed dojazdem do naszej stacji obudził nas. Więc niby jechałam pociągiem w Indiach ale nie mam doświadczeń o jakich naczytałam się na wielu blagach. Może następnym razem zdecyduję się na niższą klasę, żeby poczuć prawdziwy klimat indyjskich pociągów 😉

      TAXI – z taxi korzystałam kilka razy. Zamawiane przez hotel, pre paid i łapane z ulicy. Najbardziej podobała mi się opcja pre paid. W budce podaje się dokąd chce się jechać, opłaca się i już człowiek się nie martwi czy taksówkach jedzie na około żeby naciągnąć. Na bank nie pojedzie na około bo chce jak najszybciej wrócić do bazy i złapać następny kurs. Przy łapaniu taxi na ulicy przy wsiadaniu informowałam że interesuje mnie tylko przejazd według licznika i tylko raz kierowca odmówił włączenia więc podziękowałam i po minucie siedziałam w innej samochodzie gdzie licznik grzecznie cykał.

      RIKSZA – jak Old Delhi to tylko riksza. Mimo, że obawiałam się, że będę miała psychczne opory aby skorzystać z tej formy transportu (na Kubie wysiadłam po 50 metrach) to jednak okazało się to fajną przygodą. Rikszarza wzięłyśmy spod Czerwonego Fortu i ustaliłyśmy, że przewiezie nas po Old Delhi, zawiezie do Wielkiego Meczetu i wrócimy pod Czerwony Fort. Przy negocjacji ceny (300 INR) wyszło nam, że wszystko powinno zająć nam maksymalnie 3 godziny. Facet okazał się jednak prawdziwym przewodnikiem, zaprowadził nas w ciekawe miejsca, na dachy budynków, żeby móc zobaczyć Old Delhi z góry, na mają prośbę do fajnego sklepu z przyprawami i herbatami (najlepsze mieszanki przypraw tam kupiłam), do genialnego sklepu z sari i odstawił na miejsce startu po ponad 5 godzinach. To były super czas. Strasznie żałuję, że nie mam do niego kontaktu 🙁

      TUK TUK – jeden z najbardziej ulubionych moich środków transportu w Azji. Tuk tukiem zwiedzałyśmy Jaipur. Miasto jest dosyć zakorkowane więc mały tuk tuk który wszędzie się wciśnie okazał się strzałem w 10. Tu już po błędzie z Old Delhi (nie wzięłam kontaktu do rikszarza) poprawiłam się i mogę podać namiar na super chłopaka, który wie gdzie są fajne atrakcje, gdzie jest dobra knajpa a i sklep każdego sortu ma namierzony.
      Babu – +91 87693 75180


      BEZPIECZEŃSTWO

      Gdyby ktoś mnie dzisiaj zapytał czy czułam się w Indiach bezpiecznie – odpowiedziałabym tak. Nic złego nam się nie stało, nikt nas nie zaczepiał, nie nagabywał, niczego nam nie ukradziono.
      Przed wyjazdem byłam bardzo straszona, głównie właśnie tym, że to bardzo niebezpieczny kraj, szczególnie dla samotnie podróżujących kobiet. Podczas pobytu było kilka sytuacji, które wydawać by się mogło, że mogłyby się różnie zakończyć (ale takie sytuacje równie dobrze mogłyby źle się zakończyć w Warszawie czy w Paryżu) a okazało się że nie takie złe są te Indie


      CENY

      Rozpiętość cenowa w Indiach jest ogromna ale za ceną prawie zawsze idzie standard / poziom usługi. Wyjątkiem w mojej ocenie jest jedzenie – za symboliczne złotówki można zjeść bardzo dobry obiad.
      Ale jeśli już weźmiemy transport, hotele to płacąc więcej czujemy różnicę w standardzie. Ja zdecydowałam się na dosyć drogą wersję tej podróży. Wysokie koszty wygenerował głównie transport po Indiach i hotele, które były atrakcją samą w sobie. Dziś wybrałabym dokładnie to samo. Każdy więc powinien wybrać to co mu pasuje najbardziej w jego kostce rubika.


      Koszt naszego wyjazdu (9 dni na miejscu) w przeliczeniu na jedną osobę wyniósł około 5.780 PLN

    • bilet lotniczy – 2.100 PLN
    • ubezpieczenie – 120 PLN
    • wiza – 230 PLN (69$)
    • noclegi – 1.100 PLN
    • transport po Indiach – 1.500 PLN (wypożyczenie 2 razy samochodu, 2 loty New Delhi – Cochin, Goa – Mumbai; pociąg nocny)
    • jedzenie – 170 PLN
    • atrakcje – 560 PLN

    2 myśli nt. „Indie – informacje praktyczne

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.